|
Poza obszarem potocznie uważanym za
układ planetarny, w odległych rejonach oddziaływania grawitacyjnego Słońca,
swój żywot wiodą zlepki różnej wielkości brył skalnych oraz pyłu
kosmicznego, spojonych w całość lodem metanowym i amoniakalnym. Są
to przeważnie niewielkie ciała, których masy stanowią zaledwie
drobny ułamek masy Ziemi. Od czasu do czasu
losowe zdarzenia wywołują siły, które wytrącają owe bryły z
monotonii ich żywota i skierowują je w kierunku naszej dziennej
gwiazdy. Tak zaczyna się ich długa wędrówka z zimnych otchłani
Kosmosu ku piekielnym rejonom okołosłonecznym. Mniej więcej na wysokości
orbity Jowisza docierająca do przybysza energia słoneczna jest już na
tyle wysoka, by zaczął topić się lód metanowy, a ze skały zaczęły
uwalniać się uwięzione dotychczas gazy. W miarę dalszego zbliżania
się do Słońca procesy stopniowo nasilają się. W efekcie zimne
dotychczas jądro nagrzewa się i zyskuje obszerną osłonę gazową. W
ten sposób powstaje tzw. otoczka, która jest mniej więcej sferycznym
halo otaczającym jądro. Wypływający w wyniku sublimacji z jądra gaz
unosi przy tym ze sobą cząstki pyłu. Tak budzi się KOMETA
– niezwykłe zjawisko od wieków podziwiane, od tysiącleci budzące
strach i przerażenie, uchodzące za zwiastuny nieszczęść, wojen i
katastrof.
Dziś dla wielu z nas nadal są czymś wyjątkowym. Jednak z
innego powodu. Całe rzesze miłośników astronomii na świecie
zarywa noce, by "upolować" te niezwykłe ciała niebieskie.
Na materię
skondensowaną w głowie budzącej się komety oddziałuje wiatr słoneczny,
spychając ją w kierunku odsłonecznym. W efekcie materia ta tworzy ciągnącą
się niekiedy na długości wielu milionów kilometrów smugę, zwaną
warkoczem kometarnym. Rozróżnia się dwa typy warkoczy: pyłowy oraz
gazowy (jonowy). Warkocz jonowy zawiera molekuły uwolnione z jądra i
zjonizowane przez promieniowanie słoneczne, powodujące ich świecenie.
Warkocz jonowy ma więc widmo emisyjne, a bezgranicznie posłuszny
szybkiemu wiatrowi słonecznemu jest niemal prostoliniowy i skierowany
od Słońca. Warkocz pyłowy tworzy się natomiast z pyłu o
mikrometrowych rozmiarach. Ciśnienie promieniowania słonecznego działa
na cząstki pyłu jak wiatr na żaglówkę, w wyniku czego pył
odpychany jest od Słońca. Ten jednak wciąż porusza się po orbicie,
dlatego warkocz pyłowy zwykle jest zakrzywiony. Świeci on wyłącznie
odbitym światłem słonecznym. Czasami obserwuje się również tzw.
przeciwwarkocz, skierowany w kierunku Słońca. Jego źródłem jest wypływ
strumienia cząstek pyłu z jądra komety pod wpływem sił
grawitacyjnych Słońca.
W pobliżu
peryhelium oddziaływanie Słońca na kometę osiąga kulminacyjny
moment, a wszystkie procesy zachodzą w tym czasie w niezwykle
intensywny sposób. Niekiedy w efekcie kometa zostaje wręcz rozerwana
na kilka części, co kilkakrotnie zostało już zaobserwowane.

rys.1. Orbita
komety
Po minięciu
przez kometę peryhelium wszystkie procesy odbywają się w odwrotnym
porządku, warkocz stopniowo zanika, głowa maleje a jądro stygnie.
Kometa powoli zanurza się w bezkresnych czeluściach przestrzeni międzyplanetarnej,
by z czasem powrócić do stanu długiej hibernacji. Czy przebudzi się
i wróci ponownie, by upiększyć nasze niebo? To zależy od wielu
czynników, kształtujących jej orbitę. Nie bez znaczenia są tu
również właściwości fizyczne samej komety, które w długim okresie
czasu potrafią znacząco wpłynąć na kształt jej orbity.
Płaszczyzny
orbit kometarnych zorientowane są w przestrzeni bardzo chaotycznie.
Jedne poruszają się po orbitach w kształcie mniejszych lub większych
elips i co jakiś czas powracają w rejon Słońca. Nazywane są więc
kometami okresowymi. Inne z kolei mają orbity hiperboloidalne (otwarte)
i są kometami jednopojawieniowymi. Te, po krótkiej wizycie w
wewnętrznych obszarach Układu Słonecznego, na zawsze oddalają się w
przestrzeń międzygwiazdową.
Pewna
część komet jest orbitalnie powiązana z niektórymi planetami i
tworzy tzw. rodziny komet. Najliczniejsza jest rodzina Jowisza, w której
skład wchodzi około 70 komet. Poza tym w chwili obecnej znamy rodzinę
Saturna (8 komet), Urana (6 komet), Neptuna (10 komet) oraz Plutona (5
komet). Dane obserwacyjne wskazują na istnienie jeszcze jednej rodziny,
do której należy 8 komet, jakby związanych z jakimś obiektem znajdującym
się daleko poza orbitą Plutona. Czyżby to był dowód na istnienie
jeszcze jednej planety w naszym układzie? Tego na razie nie wiemy.
Popularne
wyobrażenie komety, jako bardzo jasnego obiektu z okazałym warkoczem
bardzo często nie pasuje do ich prawdziwego obrazu. Nie często na
naszym niebie goszczą jasne komety, a już kometa bardzo dobrze
widoczna gołym okiem to prawdziwa rzadkość. Mimo wszystko zachęcam
wszystkich do obserwacji tych niezwykle interesujących i
nieprzewidywalnych obiektów. Starzy "wyjadacze" wiedzą o
czym mówię, a kto nie wie, niech się sam przekona.
Od
dawna przyjął się zwyczaj, że kometa otrzymuje nazwę od nazwiska
swego odkrywcy. Przyciąga to wielu miłośników astronomii, dla
których jest to sposób na zdobycie sławy, szansą na zaistnienie
nawet na arenie międzynarodowej. Wielu z nich jest przy tym bardzo
skutecznych w swej pracy. Sam proces poszukiwań nie jest trudny,
ale bardzo pracochłonny, wymagający ogromnej cierpliwości. Polega
mianowicie na mozolnym przeglądaniu krok po kroku nieba przy pomocy
teleskopu i wypatrywaniu mglistych , podejrzanych o kometarny związek
obiektów. Niestety w dzisiejszych czasach coraz większą konkurencję
dla amatorów stanowią w tej dziedzinie profesjonalne programy
obserwacyjne, przemiatające swymi szerokokątnymi kamerami ogromne
obszary nieba.
Polacy
także mają kilka swoich komet. Pierwszym polskim odkrywcą był gdański
astronom Jan Heweliusz. W sobie współczesnych czasach był jednocześnie
jednym ze skuteczniejszych łowców komet. W sumie odkrył ich 6 .
Wspomnieć także należy o obserwatorach bardziej nam współczesnych,
jak L. Orkisz (1 kometa), Wilk (4 komety), Lis (1 kometa), czy K.
Rudnicki (także 1 kometa). Niestety nie znaleźli się ich następcy.
Obecnie
w naszym kraju koordynacją obserwacji tych niezwykle interesujących
obiektów zajmuje się głównie Sekcja
Obserwatorów Komet Polskiego Towarzystwa Miłośników
Astronomii, z siedzibą w Krakowie.
LITERATURA:
1.
S.Edberg, Jak obserwować komety.
2.
Praca zbiorowa pod red. S. Piotrowskiego, Astronomia popularna,
WP, Warszawa 1990.
3.
D. Levy, Niebo - poradnik użytkownika, Prószyński i S-ka,
Warszawa 1996.
4.
D. Block, Astronomia dla każdego, Świat książki, Warszawa
1995.
|