|
Tak naprawdę nie wiadomo od kiedy człowiek
zaczął obserwować komety, ale bez wątpienia można stwierdzić, że
historia rozumnego postrzegania tych obiektów liczy już sobie ponad 3
tysiące lat. Znane są bowiem zapiski na temat obserwacji komet w
Chinach już w XI wieku p.n.e.
W historii tej szczególnie znamienny
jest fakt, że pojawienia się jasnych komet na niebie zawsze wywierało
niezwykłe wrażenia na ludziach, często wręcz graniczące z przerażeniem.
Pojawiały się niespodziewanie, siały popłoch i strach rozwijając na
niebie pokaźnych rozmiarów warkocze, po czym równie niespodziewanie
znikały. Nie wiadomo czym były, skąd przybywały i dokąd odchodziły.
Te i zapewne wiele innych powodów sprawiały, że kojarzono je ze znaczącymi
wydarzeniami na Ziemi, najczęściej tragicznymi. Bo człowiek w swojej
naturze ma to, że boi się rzeczy, których nie rozumie.
Zanim poznano prawdziwą naturę komet
narodziło się i umarło wiele teorii na ich temat. Prawdopodobnie
pierwszym człowiekiem próbującym naukowo wyjaśnić naturę komet był
grecki filozof Demokryt (ok. 460 - 370 r. p.n.e.). Twierdził on,
ze powstają one w wyniku zderzeń planet. Jednak dalej nie zgłębiał
tego problemu.
Największe znaczenie w historii komet
miały poglądy samego Arystotelesa (384 - 322 r. p.n.e.). Wszechświat
Arystotelesa zbudowany był ze sfer. Pierwsza sfera była Ziemią, tuż
nad nią leżała sfera wodna, a następna była sfera powietrza, potem
zaś sfera ognista, którą rozumiał jako ciepły obszar zawierający
materię przypominającą paliwo. Arystoteles był przekonany, że
"...komety tworzą się, gdy Słońce lub planety ogrzewają
Ziemię, powodując wydostawanie się z ziemi suchych, ciepłych wyziewów
(jak te w sferze ognistej). W tym samym czasie chłodniejsza wilgoć,
zawarta wewnątrz Ziemi i na jej powierzchni, także parowała. Ta chłodna,
wilgotna para pozostawała w niższych rejonach sfery powietrza, podczas
gdy ciepłe, ruchliwe wyziewy unosiły się w górę poprzez nią. Na
granicy czwartej sfery, czyli ognistej, tarcie ich ruchu zapalało je, a
powstałe w ten sposób komety i sąsiadujące z nimi suche wyziewy były
niesione wokół Ziemi przez kołowy ruch niebios w piątej sferze.
Kształt i czas istnienia komet zależały od ilości wyziewów"1)
Przez wiele stuleci panowały poglądy
o ziemskim pochodzeniu komet. Autorytet Arystotelesa wśród potomnych
hamował wszelkie próby zmiany tych poglądów. Nawet średniowieczny
Kościół nie widział zagrożenia ze strony arystotelesowskich poglądów,
nie wchodziły bowiem one w większą sprzeczność z Biblią. Byli
jednak tacy, którzy nie zgadzali się z poglądami wielkiego filozofa.
Np. rzymski filozof Seneka Młodszy (3 - 65 r. n.e.) uważał, że:
"... (kometa) to raczej jeden z wiecznych tworów przyrody [...]
Kometa ma własne miejsce między ciałami niebieskimi [...] ona
przebywa swą drogę i nie gaśnie, a tylko się oddala. Nie będziemy
się dziwić, ze praw ruchu komet jeszcze nie odkryto [...] nadejdą
czasy, gdy wytrwały trud ujawni tę skrytą jeszcze przed nami prawdę
[...] Tylko po wielu pokoleniach osiągnie się to, czego jeszcze nie
znamy. Przyjdą czasy, gdy nasi potomkowie będą się dziwić naszej
niewiedzy o prostych, jasnych i naturalnych prawdach" 2)
Dopiero w wieku XIII zaczęły pojawiać
się w Europie kolejne przykłady naukowego podejścia do obserwacji
tych obiektów. Poczynając od wieku XV-tego nastąpiło odrodzenie
naukowych badań w tym kierunku. Pionierami byli tu. m.in. florencki
lekarz i astronom Paolo Toscanelli (1397 - 1482 r.) oraz wiedeński
astronom Georg vo Peurbach (1423 - 1461 r.), jak też Johanes Muller
(1436 - 1476 r.). Ten ostatni wykorzystując obserwacje jednej z
komet wykonane we własnym obserwatorium w Norymberdze obliczył, że
znajdowała się ona dalej od Ziemi niż Księżyc.
Wynik ten został potwierdzony ponad
wiek później przez Tychona de Brache (1546 - 1601 r.). Dokonał on
wraz ze współpracownikami pomiarów pozycyjnych komety z 1577 roku z
dwóch miejsc: Uraniborga i Helsinburga. Później okazało się, że
pozycję komety wyznaczał też praski lekarz Tadeusz Hajek. Brache z
pomiarów tych wyliczył, że kometa ta musiała znajdować się daleko
za Księżycem.
Pisząc o historii badań komet nie można
pominąć naszego rodaka, Gdańszczanina, wielkiego astronoma i m.in.
badacza komet, Jana Heweliusza. Jest on autorem liczącego 1006 stron dużego
formatu i podzielonego na 12 ksiąg dzieła pt. "Cometographia".
Tom I obejmuje obserwacje komety z 1652 r., tomy II i III zawierają
dowody, że komety są ciałami niebieskimi, tom IV opisuje zasadę
paralaktycznych pomiarów odległości, tom V opisuje pozycje
kometę z 1652 r., tom VI dane o tej komecie, tom VII - poglądy na
temat natury tych ciał niebieskich, tom VIII - opisy warkoczy
kometarnych, tom IX - ogólną teorię komet, tomy X i XI obejmują
obserwacje komet z lat 1661, 1664, 1665, tom XII - historie i wykaz 250
komet obserwowanych od 2292 r. p.n.e. Należy też nadmienić, że
Heweliusz sam odkrył 6 nowych komet.
Istotnym momentem i zwrotem w historii
badań komet było obliczenie przez Edmunda Halleya na podstawie metod
opracowanych przez Izaaca Newtona orbit 24 dobrze obserwowanych
historycznych komet. Na podstawie porównań owych orbit Halley doszedł
do wniosku, że komety z lat 1531, 1607 i 1682 to w rzeczywistości ten
sam obiekt. Przewidział także jej powrót na rok 1758. Niestety nie dożył
tego momentu, ale kometa rzeczywiście powróciła.
Wiek XVIII to wiek obliczania orbit
komet i rozwoju metod opracowanych przez Newtona i Halleya. W efekcie
zidentyfikowano jeszcze kilka komet okresowych. Pod koniec stulecia
astronomowie zadowalali się wiedzą, że komety są ciałami
niebieskimi, których ruch spełnia prawa mechaniki Newtona. Samo
ukazywanie się komet dla ówczesnych astronomów nadal pozostawało
tajemnicą. Jednak o ile dotychczas komety dostrzegano raczej
przypadkowo, o tyle w tym czasie zarówno astronomowie zawodowi jak i
amatorzy zaczęli prowadzić specjalne poszukiwania nowych komet. Za
pierwszego takiego "łowcę komet" uważa się Charles'a
Messier'a (1730-1817). W ślad za nim poszło wielu.
Podobna sytuacja miała miejsce w
wieku XIX. Jednak w tym czasie pojawiły się już przyrządy naukowe
umożliwiające wyjaśnianie zjawisk kometarnych. Polaryskop pozwolił
stwierdzić, że przynajmniej część światła komet jest
spolaryzowana, a więc jest odbitym światłem słonecznym. Zaczęto także
stosować analizę widm komet. Przełomowym momentem stało się
zastosowanie fotografii w obserwacjach astronomicznych. Dziś fotografia
odgrywa przecież główną rolę w tego typu badaniach.
Komety przez wieki powoli odkrywały
przed nami swoje tajemnice. Dla nas są już po prostu ciałami
niebieskimi, choć nadal niezwykle interesującymi. Żyjemy w czasach,
kiedy rozwój technik kosmicznych pozwala nam na wyprawy do innych ciał
niebieskich: Księżyca, planet, planetoid i ... komet. Bliskie
spotkania z kometami przeżyło już kilka ziemskich sond badawczych. Na
początku 2004 roku nawet jedna z nich podczas przelotu przez głowę
komety Wild2 pobrała próbki jej materii, które za około 2 lata będą
sprowadzone do ziemskich laboratoriów. Co więcej, myśli się już o lądowaniu
sond na kometach. warto zatsanowić się w takim momencie nad faktem,
jak bardzo zmienił się nasz świat w przeciągu stuleci.
1) Yeomans D., Komety od
starożytności do współczesności, w mitach, legendach i nauce, Prószyński
i S-ka, Warszawa 1999, s.14.
2) Marks A., Pod znakiem
komety, Wydawnictwo Śląsk, 1985, s.20.
|